Tanew & Wieprz 2012

XV OLSZTYŃSKI MIĘDZYNARODOWY SPŁYW KAJAKOWY

TANEW & WIEPRZ ( 73 km) – 28.07. – 04.08.2012r.

Tanew i Wieprz 2012 roku – jak mówi prowadzący samochód Lesiutek (dokładnie spisuje Grzesiek) – były kolejnym spływem, który dostarczył niezapomnianych wrażeń. Tanew przypomniała Łupawę. Choć teraz doświadczenia z poprzednich spływów pomogły łatwiej pokonywać przeszkody i przez to wyzwania te były przyjemniejsze. Pierwszy dzień spływu był niezłą zabawą na wodzie pomimo brzydkiej pogody. Wieprz natomiast, okazał się bardzo urokliwy, szczególnie w początkowym odcinku. Zaskoczył mnie brak ryb i roślin. Brakowało mi orgii kolorów obecnej na Piławie. Dodatkowym atutem Wieprza był stosunkowo wartki nurt, który w znacznej mierze ułatwiał wiosłowanie niosąc  jednak ze sobą zagrożenia (się wypierdolenia – Jacek dodaje) łatwym zalaniem kajaka, bądź wywrotki. Mimo mętnej wody zaobserwowałem gąbki słodkowodne, które ostatnio widziałem na Czarnej Hańczy. Uroku samej rzece dodawały zmieniające się krajobrazy od szuwarów, łąk przez strome urwiska z gniazdami jerzyków aż po lasy i wzgórza. Ukojenia dłoniom dawało zanurzenie ich w zimnej wodzie. Zwalone lub spróchniałe drzewa często pokryte były bajecznie kolorowym mchem i hubami. Z brzegów uśmiechały się do nas niebieskie niezapominajki i żółte rutbekie.
W mojej ocenie rzekę spokojnie można polecić nawet niezbyt doświadczonym kajakarzom, nie mniej pamiętać trzeba, że pewne ułożenia przeszkód na wodzie, zwalone konary, wiry, niewidoczne drzewa stanowią czasami nie lada wyzwanie. Luksusy jakkolwiek docenione spowodowały mały niedosyt w odczuciu zarówno długości spływu jak i charakteru dzikiej przygody.

Komentuje Grzesiek : może to był najbardziej wysrany spływ, może niektórym brakowało zimnych nocy pod namiotami , atakujących nieustannie komarów, gotowania na butli gazowej, braku możliwości wzięcia ciepłego prysznica … może facet taki jak ja po 40-stce jest już niedołężny i stary … może … może …może … ale ja uważam ten spływ za bardzo udany i taka forma wyważenia wszystkiego po trochu bardzo mi się spodobała. Organizując następne spływy  na pewno będę dążył do tego, by tych wszystkich elementów – i bardziej luksusowych i tych normalnych, namiotowych było po równo.

I na koniec jedna uwaga : gdybyśmy mieli pokonać Tanew z obciążonymi, załadowanymi kajakami i wylądować po tym dniu na polu namiotowym, przynajmniej połowa z nas by mnie zamordowała … zresztą sam siebie chyba też !

Uczestnicy (22 osoby) : Paweł i Benek; Ania i Aneta; Betty i Max; Jacek i Lech; Łukasz i Daniel; Marek i Krzyś; Jaś i Fernando; Rafał i Wiktor; Adrian i Wiesiek; Piotr i Robert; Tomek i Grzesiek.

Tanew i Wieprz – fakty i ciekawostki  w skrócie komentuje Jacek K. –  bo plotka i potwarz są mu obce, ale co wie to powie :

  • Sielanka i bezkonfliktowość pierwszego dnia w kajaku Wiktora i Rafała;
  • Dementujemy plotkę, że Beata stała się mężczyzną, choć wielokrotnie była bardziej męska od genetycznie męskiej części spływu – natomiast my dziewczęta doświadczyłyśmy luksusu, z którego nie będziemy potrafiły już zrezygnować na przyszłych spływach;
  • Rycerska postawa  Maxia wobec jedynej królewny na spływie … jak popłynie za rok trzeba będzie JĄ od razu ukoronować;
  • Po wielu latach na spływie dało spotkać się dwóm zabłąkanym owcom – dwie prawniczki z Warszawy (razem studiowały) dopadły się po latach na kajakowym spływie … tak zaczyna się historia … reszty nie mogę powiedzieć;
  • Numerek  Jacka i Daniela  w łóżku małżonków z Anglii. Kto nas nakrył ???
  • Ojcowie spływu (Paweł i Benek) po chrzcinach w nocy przy ognisku  zamęczali Adriana i Rafała nie dając im zasnąć … o rodzaju męczarni nie mogę nic powiedzieć;
  • Na spotkanie pospływowe Szwedka przylatuje przez Warszawę i zalicza ministerstwo. Nie wiadomo czy dojadą …
  • Łukasz jako powiernik pikantnych szczegółów po nocy w namiocie Adriano-Rafałowym;
  • Multikucharz Robert, który robił wszystko a inni służyli tylko jako przystawki;
  • Likier „s talina” i ekipa katamaranowa ulegająca jego wpływom …

Motto Artystki  : Moc w słabości się doskonali.

Jacek : Uświadomiłem sobie na kolejnym spływie jak słaby jestem psychicznie i jak wysiłek fizyczny potrafi zdopingować mnie do istotnych przemyśleń. Ten spływ, jak każdy poprzedni, pokazuje mi, że wiele pracy do wykonania przede mną. Wierzę, że wysiłek wiosłowania przełoży się u mnie na chęć dobrego współdziałania.

Nasza trasa :

28 lipca 2011r. (sobota) – Zbiórka w Obroczy w agroturystyce „Na Górze”.
Komentuje Jacek  :  W Obroczy, jak co roku, na otwarcie spływu powitała mnie uśmiechnięta twarz Prezesa i wesołe twarze pozostałych uczestników. Warunki pobytowe w agroturystyce uczyniły początek spływu wysoce ekskluzywny. Człowiek do lepszego bardzo szybko się przyzwyczaja i osobiści obawiam się jak będę sobie radził z noclegami pod namiotami na kolejnych spływach. Dobre warunki mieszkaniowe oraz osoba Łukasza dały możliwość uczestnictwa wszystkich spływowiczów w rozmaitych grach i zabawach towarzyskich. Również wyposażenie kuchni i pomysłowość liderów grup gastronomicznych dały możliwość  posmakowania wykwintnych dań i deserów. Jak zwykle miłym i bardzo praktycznym elementem otwarcia spływu było zaopatrzenie wszystkich uczestników przez organizatorów w gadżety – kubki.

29 lipca 2011r. (niedziela) –objazd po Roztoczu.
Komentuje Jacek  :  Nasze spływy są nie tylko wyzwaniem sportowym, ale również kulturalnym uniesieniem w pigułce. Pod przewodnictwem słynnego glob-trottera Tomasza udaliśmy się naszymi klimatyzowanymi samochodami w jednodniową podróż po Roztoczu. Dane było nam zobaczyć m.in.: cerkwię prawosławną i modrzewiowy kościół w Tomaszowie Lubelskim, znakomicie odrestaurowany Rynek w Zamościu z  katedrą oraz forty obronne miasta. Doświadczyliśmy szumów i szypotów w Suśćcu. Części z nas udało się zapuścić chrząszcza w Szczebrzeszynie, wykąpać dupsko w Krasnobrodzie z lizaniem przepysznych lodów. Zwieńczeniem dnia była kolacja serwowana przez Benka, Adriana, Lecha i Tomka, którzy przygotowali potrawkę mieloną mięsną w sosie słodko-kwaśnym z dodatkowym desantem ananasowym.

30 lipca 2011r. (poniedziałek) – Tanew : Rebizanty – Borowe Młyny (12 km).
Komentują Betty, Lech i Jacek : Był to cud, że pierwszaki nie zrezygnowali. Pogoda nie była najgorsza. Dobrze, że było ciepło … i deszcz nie przeszkadzał. Gdyby było zimniej, to byśmy się zesrali. Trasa wymagająca wysublimowanych umiejętności. Latały sandały. Wyzwanie nawet dla doświadczonych kajakarzy. Każdy z nas miał choć chwilę zwątpienia. Dwukrotna wywrotka Wiktora i Rafała. Ukraiński upór Wiktora powodował obawy o bezpieczeństwo kajakowej dwójki. Obiadokolacja w wydaniu : Jacka, Betty, Wieśka, Anety i Fernando : wykwintna zapiekanka Tanewska (nie dla wegetarian). Zwieńczeniem dnia było ciasto urodzinowe Wiktora.

31 lipca 2011r. (wtorek) – Hutki – Kaczórki – Bondyrz – Guciów (16 km).
Komentuje Lech : Jacek narzekał, że rzeka śmierdzi. Max natomiast marudził na brak kaczuch. Widzieliśmy jedno obgryzione drzewo, ale nie mogliśmy znaleźć siedziby bobrów. Znaleźliśmy natomiast dziuplę dzięcioła. Zakończenie dnia spływowego w Zagrodzie Guciów i degustacja zupy z pokrzyw, rzeczczoniaka, klusek, kaszanki i innych potraw. Wilgoci wąwozu zabrakło !!! Powrót 3 km 800 m na pieszo do Obroczy – miły powrót w grupkach i dyskusje na różne tematy. Zdjęcia z „Uwaga żaby” i żuczkami w czasie wędrówki przez Roztoczański Park Narodowy. Na obiadokolację powala wszystkich kuchnia Roberta i pomocników a raczej jak Jacek już wspominał – Robert z przystawkami. Wariacje piersi kurczaczej w cieście.

1 sierpnia 2011r. (środa) – Obrocz – Zalew Rutka (8 km).
Komentuje Grzesiek : Najkrótszy i najspokojniejszy odcinek do przepłynięcia. W normalnym tempie pokonujemy go w 2 godziny. Ci, którzy leniuchują na kajakach docierają po 4 godzinach. Rozbijamy się na polu namiotowym nad zalewem. Opiekun pola – ratownik przykuwa uwagę wszystkich … Gotuje grupa w składzie : Daniel, Jaś, Wiktor i Grzesiek serwując leczo i sałatkę owocową. Tomek w leczo odnajduje niespodziankę od Daniela (plaster z palca) …

2 sierpnia 2011r. (czwartek) – Zalew Rutka – Szczebrzeszyn – Michalów (25 km).                                                
Komentuje Grzesiek : Najdłuższy odcinek tegorocznego spływu. Nie ma jednak problemów z jego pokonaniem. W czasie kilku skoków z progów nabieramy nieco wody do kajaków. W Michalowie odwiedza nas Gesslerowa zapraszając na specjały kuchni michalowskiej w Restauracji „Pod Wieprzem” … pochłaniamy 2 kg makaronu na ostro oraz na słodko … Gotowali dla nas : Ania, Piotr, Paweł, Łukasz. Od 21 rozpoczynają się chrzciny oraz jedyny w czasie tegorocznego spływu wieczór przy ognisku. Już po zakończeniu spływu Adrian przyznaje się, że bardzo bał się tych chrzcin … a przeszły tak lajtowo.

3 sierpnia 2011r. (piątek) – Michalow  – Nielisz (12 km).
Komentuje Adrian i Rafał : Dzień był piękny, słoneczny i ciepły. Łukasz z Danielem jak zwykle się kłócili. Rzeka wiła się malowniczo i spokojnie pośród wysokich trzcin. Z racji tego, że był to już ostatni etap naszego spływu rozkoszowaliśmy się dniem  i podziwialiśmy przyrodę powoli (głównie się opalaliśmy tak szczerze). Ostatni odcinek stanowił zalew – sztucznie zbudowany i ostatecznie oddany w 2008r. Wbrew pozorom odcinek na zalewie okazał się bardzo wymagający (machasz i machasz i stoisz w miejscu). Płynąc przez Zalew Nielisz mogliśmy obserwować pozostałości dawnych sadów i gospodarstw (sterczały znad wody drzewa owocowe).  Nasz zamierzony cel przy molo w Nieliszu osiągnęliśmy około południa, dlatego pozostało nam sporo czasu na kąpiel wodną i słoneczną przed zakwaterowaniem w hotelu. Woda  wyjątkowo była CIEPŁA … zupowata …
Około 14 zameldowaliśmy się w hotelu, który okazał się nad podziw wypasiony jak na schronisko młodzieżowe. Wreszcie nie było problemu z kąpielą (prysznice). Spływ został zakończony wspólną kolacją z toastami i podziękowaniami. Część z nas oglądała wieczorny seans filmowy na gołym powietrzu (Brave Hearts – Waleczne Serca) … niektórym film się urwał … Byliśmy szczęśliwi i dumni, że cało i żywo  dotarliśmy do celu w niezmienionym składzie. Uchwałą rady spływu ewentualne pozostałe fundusze ze wspólnej kasy postanowiliśmy przeznaczyć na zakup ekwipunku spływowego (noże etc.). Nieco spóźniona  na kolację dotarła  4 uczestników następującego po spływie wyjazdu na Ukrainę ( w osobach : Krzysia, Marka, Roberta i Jacka).

4 sierpnia 2011r. (sobota) – Hotel & Resort Marina Nielisz.
Komentują Adrian i Rafał : Pożegnalne śniadanie (szwedzki stół) kończy tegoroczny spływ. Hitem śniadania były racuchy z jabłkami, na które podejrzewam, że nie wszyscy się załapali. Po śniadaniu nastąpiły czułe pożegnania. Rafałowi łza w oku się kręciła. Następnie Grzesiek krzyknął stanowczym głosem „Do aut !” i musieliśmy szybko się spakować i wyjechać  …
RAFAŁ : Jestem dumny z siebie, że przeżyłem uciążliwości pierwszego dnia spływu pośród obelg Wiktora pokonując przy okazji własne słabości.
ADRIAN : Było bardzo fajnie, nie tak strasznie jak się spodziewałem (podziękowania dla mojego współspływaka Wiesława M.). Bardzo pozytywną stroną spływu byli ludzie i atmosfera.

Profesjonalne wykonanie i wybór tegorocznych zdjęć – Ania. Dziękujemy !

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://omsk.com.pl/wp-content/uploads/2018/01/f432.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 460px;}