Ukraina Zachodnia 2012

UKRAINA ZACHODNIA 2012.

Nasza ukraińska eskapada będzie dla wszystkich uczestników niezapomniana … na pewno z różnych powodów. Każdy z nas wymieniłby tu przynajmniej kilka. Dlatego tym razem postanowiłem poprosić wszystkich o parę słów komentarza zamiast samemu wszystko opisywać …

Chciałbym też serdecznie podziękować Wiktorowi za czas i poświęcenie z jakim podszedł do zorganizowania tego wyjazdu. Wiem dobrze ile nerwów go kosztowało załatwienie niektórych elemetów tej naszej ukraińskiej układanki.

Nasza trasa wiodła od Przemyśla do Lwowa, gdzie spędziliśmy ponad dwie doby, a następnie wynajętymi busami do Oleska, Krzemieńca, Zbaraża, Kamieńca Podolskiego, Chocimia, Czerniowców kończąc wędrówkę w Iwano-Frankowsku czyli Stanisławowie. Powrotną podróż do Polski ze Stanisławowa przez Lwów do Przemyśla odbyliśmy międzymiastową i międzynarodową komunikacją autobusową … brzmi nieźle … w rzeczywistości jest jak to na Ukrainie … wiedzą Ci, którzy mogli to przeżyć !

Lwów zachwyca i szokuje. Widać brak pieniędzy na wszystko, ale widać też starania by zachować to co podupada w ruinę. Polakowi, nawet młodemu, podróżującemu po tym skrawku Ukrainy, kawałku dawnej Polski, niejednokrotnie kręci się łza w oku z wielu powodów… I mi się to zdażyło… Przynajmniej raz i to tak naprawdę głęboko od serca. Było to w Krzemieńcu, w muzeum Juliusza Słowackiego, kiedy to w mojej percepcji tak dobitnie uświadomiłem sobie, że jestem dumny, że i On i ja jesteśmy Polakami …

Termin : 4 – 12 sierpnia 2012r.
Uczestnicy (12 osób) :  Betty, Wiktor i Jacek, Lech i Jacek, Marek i Krzyś, Adrian, Rafał, Robert, Max, Grzesiek.
Długość trasy : 980 km.

Zanim zaczytacie się w następnych komentarzach proponuję zerknąć na nasze zdjęcia z Ukrainy – tym razem zebrane trochę „tematycznie ” …

 

Grzesiek.

……………………………………………………………………………………………………

W Puzatej Chacie Beata na blacie.
Brzucho jej pęka, przyciasna sukienka!

Robert.

…………………………………………………………………………………………………..

Czy można czuć się dumnym z bycia Polakiem?

Paradoksalnie wyjazd na Ukrainę pozwolił mi zrozumieć czym jest dla mnie Polska i kim jestem ja jako jej obywatel. Z nauki historii większość z nas przerabiała czasy drugiej Rzeczypospolitej. Wiadomo, iż dla niektórych z nas, ten jak i pozostałe przedmioty obowiązkowe w naszej edukacji, nie zawsze stawały się ulubionymi, a co za tym idzie, rzadko po prostu się do nich przykładaliśmy. Poza tym czym innym jest abstrakcyjne przyswajanie teorii, zaś zupełnie czymś odmiennym namacalne i werbalne dotykanie jej przez oglądanie miejsc oraz słuchanie ludzi, którzy ową historię tworzyli i ciągle mają w pamięci.

Zarówno Olesko, Krzemieniec, Kamieniec Podolski, Czerniowce, Iwano-Frankowsk (Stanisławów), czy w końcu Lwów jak i wiele innych łączą nas z Ukraińcami w sposób wyjątkowy i nierozerwalny.

Cieszę się, że moje myślenie o Polakach na wschodzie, o Ukraińcach w ogóle, a także o naszych wzajemnych stosunkach tak pozytywnie zaczęło ewoluować. Mam nadzieję, iż większość z nas biorących udział w tym doskonale przez Wiktora zorganizowanym wyjeździe, rozkrzewi chęć i ciekawość podróżowania za naszą wschodnią granicę zarówno wśród swoich bliższych jak i nieco dalszych znajomych i przyjaciół.

Serdecznie dziękuję grupie ,,ukraińskiej”, że dała radę znieść moje ,,artystyczne” towarzystwo przez ten tydzień.

JK

…………………………………………………………………………………………………..

Jestem zadowolona. Uważam wyjazd za udany. W wielu momentach byłam zaskoczona Ukrainą. Mam ogromny niedosyt i chęć na więcej ;).

Mam wrażenie, że im dalej na wschód, tym bardziej ciekawie- stąd moja ochota na więcej. Pozdrawiam.

 

Beata.

…………………………………………………………………………………………………..

No i koniec wakacji. Szkoda, że to już. Czas na wrażenia z wyprawy po Ukrainie. Tak więc:

Kolejne wakacje i wyprawa Ukraina. Pierwsze przemyślenia kojarzone są ze stereotypami o kraju za wschodnią granicą. Takimi samymi jakie mają Niemcy o nas Polakach. Pierwsza styczność – autobus rejsowy do Lwowa, leciwy mercedes i pakujący do niego we wszystkie wolne miejsca towar kierowcy! Ale ruszamy i jedziemy. Granica, z doświadczenia powiem przebiegła bardzo gładko, a tyle jest burzy w mediach o kolejkach na ukraińskich przejściach. Sprawnie docieramy do Lwowa.
Lwów piękne miasto z ładnym deptakiem w centrum Prospekt Swobody i Rynek z Ratuszem. Kafejki, kawiarnie wszędzie, gdzie się nie spojrzy! Ładna zabudowa starych kamienic. Ludność bardzo przyjaźnie nastawiona do turystów, skora do pomocy.
Na znaczeniu tracą wszelkie uprzedzenia co do kraju jak i mieszkańców. Wszystko trzeba odłożyć na półkę z bajkami.
Kolejne miejsca zwiedzania to następny zachwyt nad zamkami, które ostały się z przed wieków. Oglądać i robić zdjęcia to by móc pokazać jak to wygląda.
Na trasie przejazdu wszędzie widać świątynie cerkwie różniące się kolorem kopuł i ścian. W zachwyt wprawia zespół klasztorny Poczajów.
Z miejsc, w których byliśmy godne polecenia jest miasto Czernowice. Piękne ulice wraz z deptakiem, różowa cerkiew oraz okazały budynek miejscowego Uniwersytetu, połączony ze świątynią. Cecha wspólna to kolorowe dachówki na obu budowlach. Osobną kartą tego miasta jest nasz hotel cofający nas w czasie do lat 70-80 XX stulecia 🙂
Wyjazd zapowiadał się na ekspedycję pionierską lecz dzięki dowództwu szefa sztabu Grzegorza wszelkie trudności znosiliśmy bardzo dobrze.
Łubu dubu niech nam żyje Prezes Grzesio klubu OMSK.

Na pewno Ukraina nie okazała się taka straszna i jest godna do polecenia innym poznania tego kraju wschodnio- europejskiego sąsiada, który stara się dołączyć do grona europejskiej rodzinki demokracji zachodniej.

Max.

…………………………………………………………………………………………………….

 

Wyjeżdżając na Ukrainę chciałem zobaczyć miasta dawnych Kresów, twierdze Sienkiewiczowskiej Rzeczypospolitej, miejsca urodzin sławnych Polaków i zabytki sakralne.

Widziałem to wszystko i dużo, dużo więcej. Mieszanka kultur, języków i wyznań może zachwycić. A wszechobecny socrealizm wymieszany z wielokulturowością nie jest już taki potężny. Staje się śmieszny, choć również stanowi część historii, która bezpowrotnie minęła.

 

Ukraina zachwyca i wciąga, wzmaga apetyt i mam nadzieję, że za kilka lat, kiedy tam wrócę, odnajdę Ją ponownie, jeszcze piękniejszą.

 

Krzysiek.

…………………………………………………………………………………………………….

Na koniec zapraszam na przeuroczą relację Wiktora z całego naszego wyjazdu (ROBOTA W TOKU … CIERPLIWOŚCI !!!)

Szlakiem polskich Kresów.

Nareszcie jesteśmy w Przemyślu – w jednym z najstarszych miast podkarpackich w Polsce. Stąd wyruszamy na Ukrainę. Samochody zostawiamy pod hotelem – taką decyzję podjęliśmy ze względu na nienajlepszy stan dróg na Ukrainie. Nawet po zakończeniu Euro 2012 ukraińskie drogi nie wyglądają najlepiej – wszędzie są dziury. Nasza dwunastoosobowa ekspedycja wyruszyła na podbój dawnych ziem Polskich. Mieliśmy do pokonania około 980 km (cala podróż od Przemyśla do Przemyśla).

Jedziemy autobusem do Lwowa. Przemyśl usytuowany jest niedaleko granicznej miejscowości Medyka. Nasze oczekiwanie na sprawdzenie paszportów nie trwało zbyt długo. Niektórzy z nas zażyczyli sobie w paszporcie na pamiątkę pieczątki wjazdu na Ukrainę.

Fuf… posiadacze starszych wersji urządzeń telekomunikacyjnych musieli zmienić czas o jedną godzinę do przodu. Po pokonaniu pierwszego odcinka od granicy ukraińskiej zmienia cała perspektywa naszej wyobraźni. I jest to słuszne. Usłyszałem wówczas, że niegdyś Polska tak samo wyglądała. I przejdzie jeszcze kilka lat zanim Ukraina się zmieni. Nie wierząc tym słowom podziwiam dalej krajobrazy z okna autobusu.

Dojeżdżamy do Lwowa. Zaczynam się denerwować, bo cały ciężar zakwaterowania leżał na mnie. Dzwonię do osoby we Lwowie i umawiam się, że, jak tylko będziemy we Lwowie, jedziemy całą grupą na ul. Szpitalną – tam, gdzie będzie nocowała nasza pierwsza czwórka. Jesteśmy na dworcu Głównym PKP we Lwowie. Cala grupa poszła zwiedzać Dworzec (ekspedycja turystyczna). Prezes kupił bilety na komunikację miejską, ja – doładowałem telefon – mój ukraiński numer. Jedziemy tramwajem do wyznaczonego miejsca.

Dwa razy w życiu byłem we Lwowie, nic nie pamiętam, duęo się pozmieniało ? – być może chodziłem nie tymi ścieżkami?!). Miałem ściągniętą mapę w iPadzie, nawigacja GPS prowadziła doskonale. Dotarliśmy do umówionego miejsca spotkania. Klucze od mieszkań wydawał nam pewien młodzieniec. Zaprowadził nas najpierw na ulicę Szpitalna, potem na ulicę Lesi Ukrainki i na koniec ulicę Grygorowicza. Czasu mieliśmy maso. Ustaliliśmy z grupa, że orientacyjnym miejscem naszych zbiorek będzie Opera Narodowa. I tak było.

Pierwsze trzy noce spędziliśmy w królewskim mieście Leopolis – obecnym Lwowie. Jego historia rozpoczyna się od roku 1250, kiedy to król halicki nazwał to miasto na cześć swego syna Lwa. Przez długie wieki Lwow znajdował sie w granicach Rzeczypospolitej, a także pod zaborem austriackim. Stąd Lwow posiada wiele budynków w stylu renesansowym, barokowym, doby klasycyzmu. Podziwialiśmy także resztki gotyckiej architektury. Niestety część budynków straciła swój urok po przyłączeniu miasta do ukraińskiej SRR. Zostały one przebudowane w duchu socrealizmu. Widzimy to także na budynkach, na których dawniej widniały wyrzeźbione herby narodowe czy herb Korony Rzeczypospolitej. Wówczas były one zdejmowane i niszczone. Mimo tego wandalizmu, Lwów jednak zostaje wpisany w 1998 roku na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
We Lwowie znajduje się sporo kościołów i cerkwi. Potwierdza to, że mimo długiej walki z radzieckim rządem (“Religa – opium dla narodu”), Ukraina jest otwarta na różne wyznania wiary. Jednak państwową religią pozostaje prawosławie.

Posiłki śniadaniowe były serwowane w jednym z mieszkań. Pierwsze śniadanie jedliśmy z lwowskim chlebem, trochę spleśniałym. Dla niektórych z nas to nie stanowiło problemu. Po śniadaniu wyruszaliśmy na zwiedzanie miasta. Obiady i kolacje odbywały się ceremonialnie na mieście. Ktoś z nas wyczaił nawet świetną ukraińska restaurację pod nazwa “Puzata Chata”. Bardzo tanio, smacznie i do syta tam można było zjeść. Zazwyczaj jedliśmy na dworze, pogoda cały czas nam sprzyjała.

Jednak trzy dni we Lwowie się skończyły. I przyszedł czas wyruszać do Krzemienca. Nasz kierowca – Włodzimierz, rodem z Tarnopola – nieco się spóźnił. Wyjechaliśmy ze Lwowa po godzinie 11.00. Na trasie do Krzemienca zrobiliśmy postój w miejscowości Olesko. Znajduje się tam bowiem zamek, w którym w 1629 roku urodził się przyszły król Rzeczpospolitej Jan III Sobieski. Przez wieki zamek był przekazywany z rąk do rąk. W obecnie odrestaurowanym zamku znajduje sie muzeum państwowe, które przedstawia dzieje tamtych lat. Miejsce warte jest uwagi, a wejście prawie nic nie kosztuje – dla dorosłych 5 hrywien, za zdjęcia i filmowanie pobierana jest dodatkowa oplata.

Następnie podjechaliśmy do Poczajowa. Miasteczko to jest jednym z najważniejszych miejsc Ukrainy. Zjeżdżają się tu pielgrzymi z całej Ukrainy, odległych miast Rosji i Białorusi. Znajduje się tu Ośrodek Prawosławny kultu cudownego obrazu Matki Bożej. Jest uważany za ukraińskie Lourdes. Poczajów wciąż zostaje najważniejszym ośrodkiem prawosławia i podlega jurysdykcji Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu.

Na północ od Poczajowa znajduje się Krzemieniec – miasto w zachodniej części Ukrainy, na granicy Podola i Wołynia, w obwodzie Tarnopolskim. Zostajemy w nim na nocleg. A zanim się zakwaterujemy, zobaczymy ruiny zamku z 1240 r. Jest to jedyny zamek na Rusi niezdobyty przez Mongołów. O historii zamku i Krzemieńca opowiedział nam tutejszy historyk polskiego pochodzenia Pan Grzegorz Grocholski. Na zakończenie zaśpiewaliśmy razem z nim „Hej sokoły” o nieco zmienionych zwrotkach, które bardzo pasują do historii Polaków na Kresach.

Następnego dnia zwiedziliśmy muzeum  Słowackiego. Przy busie czekała na nas jeszcze jedna pasażerka – Stanisława, płynnie mówiąca po polsku kobieta poprosiła nas o podwiezienie do jednej z miejscowości. Bardzo sympatyczna osoba, przypomniała mi moją babcię, która owszem nie mówiła perfekcyjnie po polsku, ale coś w sobie miała.

Pamiętam, pracowałem wtedy w Gazecie Polskiej w Żytomierzu. Na co dzień „widziałem bycie Polakiem” w oczach rodaków. Nie wszyscy oczywiście przeżywali to, co nazywam euforią polskości. Zaniedbanie uczenia się języka polskiego przyszło w momencie wprowadzenia przez Kościół Mszy św. w języku ukraińskim. Ooo… pamiętam ten czas! Stare babcie były oburzone decyzją władz kościelnych. Tyle lat myśmy się uczyli polskiego, nawet mama nam kazała odmawiać modlitwy po polsku – mówiły kobiety. W Kościele katolickim na Ukrainie w roku 1999 odbyła się reforma językowa. Większe parafie miały możliwość odprawiania Mszy św. w języku przodków. Rozumiem stan ukraińskich Polaków, a także ich tęsknotę za Ojczyzną – Polskę. Kiedyś też byłem taki. Każde polskie słowo wzbudzało we mnie radość. I teraz już nie wyobrażam sobie życia bez Polski. Kiedy mieszkałem w Mongolii, nie miałem dostępu do polskiej literatury, podręczników. Bardzo pragnąłem tego języka w mojej duszy. Uczyłem się polskiego z katechizmu, który był pisany cyrylicą. Chciałem także samodzielnie odkryć regułę stawiania w polskim słownictwie liter: “l” i “ł”. Tak wygląda Polak na Kresach w skrócie. Ciężko jest to zrozumieć, ale taka jest natura narodowości i nie można jej się pozbyć.

… Po drodze do Kamieńca-Podolskiego, który słynie ze Starego Miasta i twierdzy obronnej, odwiedziliśmy zamek w miejscowości Zbaraż. Miasto jest położone w obwodzie Tarnopolskim. Pierwotnie zamek był siedzibą książąt zbaraskich. Po ich wygaśnięciu przeszedł w posiadłość rodziny Bełżeckich i Skotnickich, a potem drogą spadku do rodziny Potockich. Zamek był częściowo drewniany, dlatego podczas napadu Tatarów w 1474 roku został spalony wraz ze swoimi obrońcami. Po drugim napadzie zamek został ponownie zniszczony. Dopiero potem twierdzę zbudowano z kamieni i dobrze ufortyfikowano. Zamek bronił miasteczko przed Tatarami i armią kozacką. W chwili obecnej w zamku znajduje się muzeum, w którym przedstawiono arcydzieła malarzy malowane farbami olejnymi, ekspozycje wyszywanek miejscowych majstrów dopełniają wystawy muzeum. W muzeum znajduje się ogromna kolekcja rękopisów w języku starocerkiewnym, a także w języku polskim. W podziemiach muzeum można zobaczyć narzędzia tortur. Można także wypróbować swoje siły w strzelaniu z łuku. Myślę, że można wykroić godzinę na zwiedzanie zamku, który jest położony na wzgórzu w miejscowym parku.

Już bliżej do Kamieńca trochę na Zachód znajduje się Dżuriński wodospad w miejscowości Czerwonograd. Wodospad jest położony pomiędzy wioskami Nyrków i Nagiriany obwodu Tarnopolskiego. Wysokość wodospadu – 16 metrów. Wodospad nie był zaplanowany, dlatego wyruszamy dalej do Kamieńca-Podolskiego.

… Jesteśmy w Kamieńcu-Podolskim. Jest czas pożegnać się z naszym kierowcą, który z nami podróżował od Lwowa. Czas się zameldować w hotelu “7 dni”. Położenie hotelu jest na tyle wygodne, że do Starego miasta i twierdzy obronnej nie jest aż tak daleko.
Czas na obiad. W okolicy nie znaleźliśmy nic ciekawego, dlatego idziemy dalej. Zauważyliśmy głowy kobiet, które się wysuwały spod dużych zielonych parasoli. Kobiety zauważyły nas i jedna z nich usłyszawszy, że mówimy po polsku, zaprosiła nas do baru. – Widocznie  to była właścicielka tego lokalu – pomyślałem. Zmęczeni i głodni po całym dniu zdecydowaliśmy się usiąść pod parasolami. Zaniepokojona kelnerka wyskakuje, jakby spod ziemi i podaje nam grube menu. Szwedka poddenerwowana opuszcza towarzystwo. Powiedziała, że nie będzie tu jadła i pójdzie kupić coś do jedzenia w pobliskim supermarkecie. Rzeczywiście, nie minęło 10 minut, Szwedka wraca z celofanowymi reklamówkami i coś żuje. W wybranym przez nas barze nie było dużo do wyboru – kelnerka na kolejne nasze zamówienia nerwowo mówiła. – Nie mamy dzisiaj tego dania. – To w takim razie, co możemy zamówić, – zapytaliśmy. Na co kelnerka, – Jest zestaw za 20 hrywień, jest solianka, – wydusiła z siebie. No dobrze, w końcu zamówiliśmy. Okazało się, że zostało tylko dwa zestawy obiadowe i cztery (chyba!) solianki. Dwie osoby zbyt długo czekały na swoje zamówienie. Nie było też do wyboru piwa. Cóż, chyba to nie nasz dzień, albo też źle trafiliśmy. Po obiedzie, bardzo głodni i źli idziemy na Stare Miasto. Część ekspedycji szybciej poszła, pozostała reszta zwiedzała wszystkie cerkwie, robiła zdjęcia.
Stare Miasto i twierdza obronna w Kamieńcu  Podolskim były nazywane dawniej “przedmurzami chrześcijaństwa” lub “ drogą do Polski”. Stare Miasto i twierdza zbudowane są nad rzeką Smotrycz oraz nad przepaścią otoczoną skałami. Do Starego Miasta prowadzi most. Znajduje się tam mnóstwo kościołów i cerkwi.  Nic dziwnego, bo miasto było wówczas ogromnym centrum handlowym. Mieszkało w nim dużo Ormian, Tatarów, Żydów, Rusinów. Po zdobyciu przez Tatarów twierdzy obronnej, Kamieniec-Podolski na długie lata był pod panowaniem muzułmanów. Katedra katolicka została przekształcona na budowlę czczącą  Allaha. Przed katedrą został zbudowany minaret z półksiężycem. Po odzyskaniu miasta minaret pozostawiono, zamieniono tylko półksiężyc na figurę Matki Boskiej sprowadzoną z Gdańska…  Na kolację (a może obiad właściwy ?) zostaliśmy w Starym Mieście…

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://omsk.com.pl/wp-content/uploads/2018/01/ukza.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: initial;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 460px;}