Tajlandia i Indonezja 2011

Tajlandia i Indonezja 11.08-01.09.2011

Nasza przygoda rozpoczęła się dnia 10-go sierpnia 2011 roku. Z lotniska Okęcie przez Kijów dotarliśmy do Bangkoku, gdzie spędziliśmy 2 dni.

Zwiedzaliśmy pałac królewski, bo należy pamietać, że Tajlandia jest do dziś dnia królestwem, na czele którego stoi król Rama IX. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na Kao San, głównej arterii starego Bangkoku.

Stolica Tajlandii jest prawie 10 mln aglomeracją co daje jej 22 pozycję na świecie. Obok dzielnicy chińskiej, nie zabrakło nas też w najważniejszych punktach turystycznych BKKu.

Następnie udaliśmy się liniami Air Asia do Indonezji na wyspę Jawa do miejscowości Surabaya. Kolejnego dnia rano wyruszyliśmy wynajętym samochodem z kierowcą do miejscowości Camaro Lawang, do bazy wypadowej na aktywny wulkan Bromo. Jest to jedno z najmagiczniejszych miejsc jakie udało mi się w życiu zobaczyć.

Wyprawa zaczęła się o 3.00 rano. Przed wschodem słońca, a jeszcze przy poświacie księżycowego światła dotarliśmy do krateru. Siarka i para wydobywające się ogromnymi kłębami z wnętrza, były tyle samo groźne co szkodliwe. Tym bardziej byliśmy podekscytowani, że ostatnia erupcja Bromo miała miejsce w maju tego roku. Zatem staliśmy na tykającej bombie.

Po 2 dniach spędzonych w wiosce niedaleko wulkanu, przez Probolingo wyruszyliśmy na kolejny etap naszej eskapady, tzn. do Jogyakarty.

Czekał tam na nas Maciek, Polak który od kilkunastu lat mieszka i podróżuje po Azji. Dzięki niemu, udało nam się poznać na miejscu bardzo ciekawych tubylców, m.in. Fauziego – Indonezyjczyka, który rozpoczyna studia w Japonii. Z Maciejem i Fauzim, kolejnego dnia udaliśmy się do pobliskiego Borobodur, gdzie znajduje się największy kompleks swiątynny buddyzmu w islamsko – hinduistycznej Indonezji. Mandala ta posiada w swoim obrębie 504 posągi Buddy, zaś płaskorzeźby i reliefy przedstawiają 1460 scen z Jego życia i 1212 innych kamiennych obrazów. Swoim kunsztem budowniczym przewyższa zdolności konstruktorskie Inków.

Potem było Prambanan. Kompleks światyń hinduistycznych, wpisanych na światową listę UNESCO. Główne świątynie Śiwy, Brahmy i Wisznu wprost powalają swoim rozmachem i dają obraz tego co znajdowało się tu w IX wieku, tzn. kompleksu składającego się z 232 swiątyń.

Z Jogyakarty liniami Lion Air opuściliśmy Jawę by udać się na Bali. Z lotniska w Denpasar pojechaliśmy do hotelu w Sanur. Po jednym dniu plażowania, następnego dnia spotkaliśmy się z naszym Balijskim przewodnikiem i kierowcą Putu.

Dwa kolejne dni były eskapadami do słynnego Ubud, tam m.in. byliśmy na Kecak Dance – rytualnym przedstawieniu balijskim, gdzie 100 mężczyzn za pomocą śpiewu i tańca opowiada historię boga Śiwy. Szczególnie dla mnie była to największa uczta duchowa, ale także zawodowa! Polecam koniecznie.

Z cudownego Ubud udaliśmy się pod wzgórze największego wulkanu na Bali, Gunug Agung. Dzięki naszemu Putu, dotarliśmy łodzią przez jezioro – tam, gdzie zwykły turysta nigdy nie dotrze. Na cmentarz ,,żywych trupów”.
Niepogrzebane pod ziemią, a jedynie spoczywające pod drewnianymi namiotami ciała zmarłych tubylców, są czymś metafizycznym i niepowtarzalnym. Strach i bojaźń ustępują miejsca szacunkowi zmarłym.

Po drodze do Tulanben – nurkowemu rajowi na Bali, wzięliśmy bierny udział w ceremoniach rytualnych w swiątyniach Wody, Nietoperza czy Ognia.

Mieszkańcy wyspy Bali, to uśmiechnięci i życzliwi ludzie, którzy będąc głębokimi wyznawcami Hinduizmu, są najbardziej tolerancyjnym ludem jaki chyba istnieje na tej ziemi.

No i w końcu raj dla Lecha – Tulanben. To właśnie tu można ogladać pod wodą jedne z najpiękniejszych raf koralowych Indonezji oraz zatopiony 120m wrak ogromnego statku. Skłamałbym gdybym nie dodał, że również dla naszej 2-ki, tzn dla mnie i dla Marcina, było to najpiękniejsze snorklingowe miejsce, gdzie mogliśmy dotknąć podmorskiego raju. Lechowi nawet Agę udało się namówić do pierwszych kroków w snorklingu. Była wniebowzięta.

W dalszej drodze przez port promowy Padangbai, wyruszyliśmy na wyspę Lombok do miejscowości Senggigi, by odetchnać na rajskiej plaży i za kolejne 2 dni ruszyć w ostatni etap naszej podróży, na wyspę koralową Gili Trawangan.

Po 4ech dniach plażowania, jazdy na rowerach, nurkowaniach, snorklingu i kąpieli w basenie naszego Home Stay`u Woodstock, wyruszyliśmy speed boat`em w drogę powrotną na Bali. Tam jeszcze wizyta w Jimbaran i w nadmorskiej świątyni ULU Watu, gdzie małp jest więcej niż ludzi.

29-go sierpnia z lotniska w Denpasar wylecieliśmy do Tajlandii i po dwóch dniach w Bangkoku, wróciliśmy 1-go września do domu.

To w ogromnym skrócie zarys naszej indonezyjsko – tajlandzkiej wyprawy.

Relacjonował dla nas Jacuś K w imieniu własnym, Agi, Lecha i Marcina.

A teraz trochę rozpusty dla oczu:

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://omsk.com.pl/wp-content/uploads/2018/01/f1925.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: initial;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 460px;}