CHINY – WYPRAWA BARDZO DZIWNA –
27 LISTOPADA – 14 GRUDNIA 2012 R.
Ekipa: Teśka (zwana Mamuśką), Aga (czyli Dziewuszysko) & Gregtom (umiłowani Synkowie).
Trasa: Dzięgielów/Gdynia/Warszawa – Pekin (Beijing) – Badaling (wielki mur chiński -changcheng) – Shanghai (czyli dziwka Azji) – Hong Kong – Makau – Shenzhen – Guilin – Yangshuo – Xi’an – Pekin – Warszawa/Gdynia/Dzięgielów
Fakty:
- Inflacja : 2,2 % (06.2012)
- Stopa bezrobocia : 4,1 % (06.2012)
- Waluta chińska – juan – 1 RMB = 0,51 PLN (2012)
- Populacja : 1,343 mld (2012)
- Mediana wieku : 35,9 (2012)
- PKB na mieszkańca : 8500 USD (2011)
Obserwacje :
CHINY – bardzo ogólnie rzecz biorąc :
- Moją ideą w czasie planowania tej chińskiej wyprawy była kontrofensywa dla biur podróży, które za to samo kasują kilkukrotnie więcej … I prawie by mi się udało gdyby tylko nie Teśka. Luksusów Jej się zachciewa i szasta kasą od prawa do lewa …
- Zapach całych Chin jest egzotyczną mieszanką dla nozdrzy Europejczyka. Ten odmienny zapach, przez niektórych na pewno zinterpretowany jako smród, mający dużo wspólnego z kuminem, można wyczuć niemalże na każdym kroku : przechadzając się ulicami, siedząc w hotelowym lobby, jadąc metrem czy nawet wąchając ręczniki w łazience, które są wyprane i czyste …
- Już dosłownie po 2 dniach spędzonych razem nasza Mamuśka adoptowała całą naszą trójkę (w pekińskim biurze adopcyjnym), aczkolwiek Dziewuszysko już dawno miało chody i wpychało się w testament. Udało Jej się jednak dopiero po adopcji przez małżeństwo z umiłowanym synkiem Mamusi … znależć na 3 pozycji w testamencie Mamusi przed pierworodnym nieadopcyjnym Maciusiem.
- W restauracjach bardzo ciekawe pakiety – na stołach czekają na gości umyte i zafoliowane naczynia. Mycie i foliowanie odbywa się poza restauracjami. W tych najdroższych restauracjach jest już normalnie. Chociaż czasami trudno o sztućce. Ale zawzięcie uczymy się jadać pałeczkami.
- Krzesła w restauracjach są niższe. Dlaczego ? Bo Chińczycy są niżsi ? Poniekąd i dlatego, ale przede wszystkim aby mogli siorbać prosto z talerzy.
- Dobra prawdziwa chińska herbata jest dość droga. Wyróżniamy 4 główne odmiany (tak twierdzi Tomek) : oolong, jasmin, puerh, z owoców. Tych herbat próbowaliśmy w TeaHousie w Pekinie. Najsmaczniejsza była herbata z prawdziwymi owocami. Najgorsza puerh.
- W restauracjach napiwki są niepopularne, a nawet niemile widziane …
- Pomimo znacznej komputeryzacji wiele czynności wymaga wystawiania wielu rachunków, pod-rachunków etc.
- Wiele symboli komunizmu, ale brak epatowania nimi.
- Nie spotkaliśmy osób pijanych ani przejawów agresji wśród ludzi (awanturujących się, krzyczących etc.).
- Dawanie napiwków nie jest przyjęte. Może w luksusowych hotelach jest to możliwe, aczkolwiek w restauracjach, z których korzystaliśmy danie napiwku graniczyło z cudem. Kelnerzy wciskali resztę z powrotem z ogromnym przekonaniem i nie reagowali na nasz sprzeciw. Zastawiam się czy branie napiwków jest u nich zabronione czy jest dla nich obraźliwe ?
- Nocowaliśmy w różnych hotelach, ale nigdzie nie zdarzyło nam się abyśmy mieli zastrzeżenia do pościeli – zawsze była czysta, świeża, wyprana, pachnąca …
PEKIN
- W dzień Pekin jest szary i betonowy a w nocy nabiera kolorów milionem świateł.
- Dużo luksusowych samochodów w kontraście z rykszami i biedą.
- Stare kobiety segregują śmieci na ulicach.
- Zamawiając w restauracji kurczaka czy wołowinę otrzymujesz mięso, którego pochodzenia nie jesteś pewien (wołowina na pewno nie smakuje jak wołowina).
- Pieszy nic nie znaczy. Może w każdym momencie zginąć pod kołami samochodu. Nie wiadomo dla kogo są zielone światła. Na ulicach jednak liczą się tylko ci za kółkiem …
- Zasadniczo zwiedzając zabytki nie wchodzisz do obiektów – bo najprawdopodobniej zniszczył je od środka komunizm.
- Agnieszce nie podobają się faceci. Chyba pójdzie do lekarza.
- Każdy musi zapracować na miseczkę ryżu. Przerost zatrudnienia. Każdą czynność wykonuje przynajmniej 2 osoby. W restauracjach mnóstwo niepotrzebnych ludzi.
- Brak żebraków.
- W parkach wszyscy się gimnastykują … tańczą … śpiewają …
- Idealnym środkiem transportu w Pekinie jest metro. Chociaż w godzinach szczytu panuje w nim straszny tłok.
- Pałace i zabytki to kompleksy wielu budowli zajmujące ogromne hektary terenu.
- Brak mody – badziewiarstwo – made in China.
- Po 3 dniach rozróżniamy twarze Chińczyków – mówienie, że są jednakowi jest fałszem.
- Teśka ciągle sika – zgiadnozowaliśmy zapalenie pęcherza.
- Agnieszka ma ropę na migdałach – zażywa Sumamed.
- Zakupione 4 litry whisky na Okęciu wystarczyły nam tylko na pierwsze 4 dni.
- Ładne słońce, sucho i temperatura Syberyjska … w Pekinie.
- Teśkę ostatecznie dopadł jakiś wirus czy inna cholera – pół dnia przeleżała w hotelu …
WIELKI MUR CHIŃSKI
- Wyprawa warta zachodu. Przepiękne widoki aczkolwiek rekonstrucja muru dość niechlujna. Zastanawiamy się tylko nad jego funkcją obronną … obecnie byłaby żadna – a jak kiedyś ???
- Warto wynająć prywatnego przewodnika i samochód. Zobaczy się znacznie więcej … również regionalnych ciekawostek po drodze …
SHANGHAI
- Szybki pociąg CRH robi wrażenie. Mknęliśmy może nie z zawrotną prędkością – bo max 304 km/h – ale w ogóle tego nie czuć. Podróżuje się obecnie nim na trasie Pekin – Shanghai i przemierza 1318 km w 4h 40 min. Inauguracja nastąpiła 1 lipca 2011r.
- Shanghai nie jest „dziwką Azji” tylko Królową Orientu. Jest energetyczny i elektryzujący w nocy …
- W przeciwieństwie do Pekinu tutaj stare kobiety tańczą na ulicach.
- Nachalność ulicznych sprzedawców dosłownie wszystkiego jest odrażająca … po kilku godzinach nie jesteś w stanie już na nich reagować mówiąc ” no thank you ” – albo ich lekceważysz albo mówisz ” spie … „
- Widać żebrających na ulicach.
- Dopiero teraz tak wyraźnie dotarło do nas mlaskanie, chrząkanie, charczenie, plucie … wszędzie … najbardziej jest to przerażające w restauracjach, gdzie niestety nie jadają z wdziękiem … plując na obrusy, rzucając wszystko na podłogę etc.
- Palą nagminnie w restauracjach – co może Tęśkę i Agę za bardzo nie przeraża – natomiast Chińczyków raczej przeraża widok kobiet tak oficjalnie palących.
- Targowanie jest nagminne, ale dopiero tutaj widoczne. Startujesz np. od ceny 350 RMB a kupujesz ostatecznie za 50 RMB … masakryczne przebitki !
- Teśka codziennie naciąga nas na kurze łapki w panierce – na razie nie jedliśmy i nie żygaliśmy z tego powodu.
- Dziewczyny odnazały świetny bar z gorącą zupą (na lunch), która po naszej analizie okazała się pomyjami – no oczywiście nie analizie organoleptycznej.
- Metro jest równie wspaniałym środkiem transportu jak w Pekinie. Nieznacznie droższe. W Pekinie każda podróż bez względu na długość i ilość przesiadek kosztuje 2 RMB czyli 1 PLN – tutaj w Szanghaju od 3 do 7 RMB czyli od 1,50 do 3,50 PLN. A w Warszawie znowu od stycznia podwyżka !!!
- Jak do Pekinu może nie ma ochoty się powracać – tak do Szanghaju chyba wielkokrotnie … Liczymy więc na Benka i Roberta, że niedługo tu wylądują …
- Niesamowite spotkanie : na ulicy przypadkiem natknęliśmy się na naszego (z Tomkiem) kolegę z Singapuru … w 18 milionowym mieście ! Niewiarygodne.
- W Szanghaju ceny są wyraźnie wyższe niż w Pekinie, ale i tak przyzwoite i akceptowalne dla kieszeni Polaka. Np. normalna chińska restauracja ze smakującymi nam potrawami i dobrymi naszym zdaniem standardami sanitarnymi, no niestety bez obsługi w języku angielskim, ale z przejrzystą (o dziwo !) kartą menu ze zdjęciami potrwa i opisanymi po angielsku ich składnikami serwuje potrawy od 10 do 40 PLN.
- Tomek i Grzesiek – w czasie gdy DZIEWUSZYSKA doznawały rozkoszy w czasie masażu stóp i całego ciała -przejachali się koleją magnetyczną z prędkością max 431 km/h. Maglev łączy Pudong czyli Międzynarodowe Lotnisko w Szanghaju z miastem.
HONG KONG
- Ludzie na ulicach są uśmiechnięci i sprawiają wrażenie, że są na wakacjach – może te tłumy to rzeczywiście sami turyści ?
- Ceny wszędzie kosmiczne. Za hostel płacimy jak za 4 gwiazdkowy hotel w Polsce. Markowe towary 3-4 razy droższe niż w Polsce (pomimo napisu SALE).
- Nocą miasto tętni tłumem i kolorem.
- W Hong Kongu zgromadziły się nacje z całego świata przywożąc ze sobą swoje zwyczaje kulinarne (pachnie różnorodnie).
- Do autobusów, wind zawsze stoi się grzecznie w rónych kolejkach. Nikt się nie pcha, grzecznie czeka na swoją kolej.
- Kary za palenie i śmiecenie na ulicach (odpowiednio 5000 i 1500 dolarów HK = 2500 i 750 PLN) – co przekłada się autentycznie na brak śmieic na ulicach.
- „Marketingiem ulicznym” zajmują się głównie Hindusi wspomagani nieco przez Murzynów. Ich nachalność jest równie denerwująca jak Chińczyków w Szanghaju.
- Międzynarodowy Port Lotniczy w Hong Kongu fascynuje lekkością konstrukcji, przestronnością – jest naszym zdaniem wzorem dla tego typu budowli. Idealne rozwiązanie z Airport Express Train (połączenie z miastem w 24 min – 40 km, za 45 PLN). Z pociagu wysiadasz jednymi drzwiami na Terminal 1 a drzwiami po stronie przeciwnej na Terminal 2 (praktyczne i unikatowe ? rozwiązanie – nigdzie takiego jeszcze nie spotkałem).
GUILIN YANGSHUO
- Guilin – miasto nieciekawe, bardzo brzydkie, przyciąga jedynie turystów przepięknymi okolicami (jaskiniami, skałami krasowymi i gajami bambusowymi). Rejs na rzece Li warty polecenia. Mieliśmy jednak pecha z pogodą. Zachmurzone niebo znamiennie ograniczało widoki … ale i tak nas poraziły.
- Pierwsza i na szczęście nie ostatnia przejażdżka rikszą.
- Mnóstwo taksówkarzy to kobiety.
- Kormorany są używane do połowu ryb przez miejscowych chińskich rybaków. W bestialski sposób zawiązują im szyję, aby nie mogły połknąć złowionych ryb. Rybacy wyciągają im ryby z przełyku. Kormoran może złowić dziennie 40-50 kg ryb.
- Yangshuo – bardzo komercyjne, ale posiada swój urok. Rocznie odwiedza je 1,7 mln turystów a część z nich pozostaje na kilka dni. Byliśmy poza sezonem turystycznym i dlatego mieliśmy szczęście nie natknąć się na tłum turystów. Okoliczne wioski bardzo biedne z ciężko pracującą ludnością.
- Poznanie Patrycji z Kolumbii.
XI’AN
- Przedmieścia porażają nieestetycznymi mieszkalnymi „drapaczami” chmur – 30-40 piętowymi. Część z nich zapewne nigdy nie zostanie ukończona.
- Centrum miasta ciekawe, ogrodzone murem z 4 głównymi bramami.
- Wizyta w Muzeum Armii Terakotowej trochę rozczarowuje. Obiekt bardzo rozległy, surowy natomiast liczba żołnierzy udostępnianych do oglądania niewielka. Zgodnie z opowiadaniami naszej przewodniczki – Lady Gaga – potrzebują jeszcze od 40 do 70 lat by dokopać się do pozostałych ukrytych w zmieni wojowników … Muzeum należy zobaczyć będąc tutaj – ale nie poraża zwiedzającego (jak to opisują w przewodnikach).
- Magiczne miejsce do którego udało nam się dotrzeć to Han Tang Inn Hostel, w którym nocujemy … Nastój, wystrój, urządzenie pokoju, obsługa (bardzo dobrze mówiąca po angielsku !), menu w restauracyjce – wszystko bez zarzutu. Bezapalacyjnie polecamy … no i 90 PLN za pokój 3-osobowy z łazienką za dobę. Po raz pierwszy mogę zaryzykować spostrzeżenie, że standart w tym momencie wyższy niż u nas w Europie. Ale to niestety pierwsza i jedyna taka obserwacja.
Trochę naszych fotek z poszczególnych etapów podróży :





















































































































































































